Miniatury poetyckie
PORZĄDKI
Posprzątałam wszystkie złe chwile
Oczyściłam duszę
Pozamiatałam dokładnie myśli
Skąpałam ciało
W różanych marzeniach
Z domieszką lawendy
…
W ogrodzie mym
Znów pięknie
…
Dla kogo?
DLA SIEBIE
NOCĄ
Widziałam anioła
Pięknego anioła
Przyniósł mi różę
Czerwoną na dłoni
Niebieski
Nieśmiertelny
Nieziemski
Aniele
Stróżu mój
Potrzymaj za rękę
Przytul prosze
MIĘDZY NAMI KOBIETAMI
Powycierać ślady po człowieku
Gdy ten jeszcze żyje
Jakie to przykre
Małostkowe
…
Pamięci nie zatrzesz
Ni gumką
Ni korektorem
Głowie swej nie zakażesz
Zakazać możesz w swej sile
Obcemu człowiekowi
…
MIĘDZY NAMI KOBIETAMI
ŚWIAT SIĘ POMYLIŁ
W wiedzy i niewiedzy
W prawdzie i kłamstwie
W smutku i radości
Świat mnie namaścił
Raz unosząc ponad stan
Raz deptając bezlitośnie
…
A może świat się pomylił
W pogardzie i nienawiści
Odszukał zły adres
…
Bo we mnie
Słońce i marzenia
Dobroć i pragnienia
Bo we mnie
Po prostu
JA
CZERWONY I NIEBIESKI
Chwilami
Unoszę się w marzeniach
Przechadzam ogrodami znad Nilu
Czuję, Jestem, Dotykam
A potem…
Natychmiast wracam
Na każdą swą zmarszczkę
Każdy skurcz
Przeżyty rok
Doświadczenie
Odrzucenie
…
Czerwony i Niebieski
Ogień i woda
Plus i minus
Nieskończoność
Nie-Skończoność
U ZACHODU SŁOŃCA
Pytasz czy widziałam
W podróży naszej
Prawdziwe oblicze Twe
U zachodu słońca…
Widziałam wielokrotnie
Pojawiało się by
Natychmiast zniknąć
Jak wymazane słowo
Jak ulotna chwila
Z mrugnięciem oczu
Z drżeniem warg
Z kresem dnia
Kogo się lękasz
Siebie bezbronnego
Czy osnutą rumieńa wstydem
Mnie
BILET
Kup dla mnie
Bilet w jedną
Stronę
Tam… Daleko
Skąd
Żadna myśl
Cię nie dosięgnie
Żadne pragnienie
Nie dotknie
Żadna łza
Na Ciebie nie spłynie
ZRÓB TO
PRAGNIENIE
Pragnąć Czegoś
Czego się bardzo
Boi
Bać się Czegoś
Co tak się
Pragnie
Siła to czy
Słabość
…
Dowiem się?
OSUSZONA PORANNYM WIATREM
Przeniknięta wspomnieniami
Uwikłana w samą siebie
Osaczona ludzkim cierpieniem
Utkana w marzenia
Z garścią bólu
Z trzema pięknych chwil
Obmywam swe ciało
Wiarą, nadzieją, ciepłem
Czysta
Osuszona porannym wiatrem
Mówię do Siebie
Jest dobrze
Tak być musi
Tak musi być
I'm fine
ŚWIATŁO ŻYCIA
Nie pozwolę Ci zgasnąć
Nie pozwolę przestać świecić
Tylko we mnie ale
Musisz i Będziesz Trwać
Na kroplę duszy
Na łyk wiary w Człowieka
Na mój słony oddech
Odrobinę miłości czystej
I niespełnionej
BĘDZIESZ
ZAWSZE I NA ZAWSZE
ŚCIERWOTAKA
Wyszydzona
Wyproszona
Ułomna
Upadam do Twych nóg Panie
Z czarną postacią w oczach
Pchającą mnie
O trzeciej nad ranem
W niebyt
W niejaźń
W ciemność
Tej krytycznej
Prawie bezsennej nocy
Umierałam ze strachu o Ciebie
Chciałaś?- Nie
Planowałaś?- Tym bardziej
Kłamałaś?
Tylko Ty Panie
Wiesz że nie
Serce nie pozwalało
Rozum naciskał
I co teraz?
Żyjesz?
ŚCIERWOTAKA, ŚCIERWOTAKA
ŚCIERWOTAKA!!!
SZACHOWNICA
Widzisz Królowo
Wypadłaś z tej gry
Stałaś się
Zwykłym pionkiem
Przegrałaś walkę
O dziś o jutro
Na tej magicznej
Szachownicy życia
Kto Cię chce strącić
Ona czy On
A może obydwoje
Hetman czy Wieża
Starsza czy Młodszy
Czarna czy Czarny
Dwuchodówka…
Czterochodówka…
…….
Proszę PRZESTAŃCIE
Nie potrącajcie mnie, Boli
Sama zeskocze
Zugzwang
….
A kolejna łza niespełnienia
Spłynęła po białym policzku
Jej metafizycznej twarzy
WĘDRÓWKA
Podróżujesz po mym życiu
Jak niespełniony wędrowiec
Raz niszcząc bezlitośnie
Raz wynosząc
Na piedestał pragnień
Zagubiony
Zamyślony
Pojawiasz się w mych myślach
Jak bóg marzeń sennych
Jak Morfeusz
Przybierając wielość twarzy
Chcąc i nie chcą jednocześnie
Zagubiony
Zamyslony
W mej głowie szum
W mej głowie bunt
W mej głowie krzyk
Zagubiona
Zamyślona
z-NIE-WOLE-NIE
Ej TY!
…
Cnotliwa dziwko
Na czerwonym łożu
Dlaczego płaczesz?
Ej TY!
…
Niespełniona kochanko
Dlaczego drżysz
Zwinięta w kłębek
Bezsilności
Lafiryndo
Suko jedna
Miłości ma
…
Dziś odchodzę
Zamykam drzwi
A TY?
…
Śpij Kochanie
Śnij
RÓŻA
Różo pędzona wiatrem chwili
Nie zatrzymuj się
W pół drogi
Łap wszystkimi zmysłami
Ogarniaj całą sobą
Wąchaj ten piękny świat
Bo nie czas na tęsknoty
Nie moment na zwątpienia
Na przegraną
Na kres
Boś spełnieniem piękna
Boś opoką dobra
Boś zmysłowością swą
Dlatego proszę
Żyj
Całą sobą
ŻYJ
OCZY
Otwierasz oczy szeroko zamknięte
Sprawiasz by wreszcie mocno otwarte
Dźwigasz opadnięte brwi
Ty czci godna
Wiary godna
Słowa godna
Wreszcie otwierasz
Unosisz piękno swe ponad brzydotę
Wzbijasz się myślą ponad swą nicość
Połykasz wylane łzy
Ty czci godna
Wiary godna
Słowa godna
Otwierasz kolejne drzwi
W PUSTYM DOMU
W pustym domu demony grasują
W domu pustym anioły śpią
Ludzkie wraki obdarte z godności
Plączą się z kąta w kąt
I tylko myśli wszędzie tu pełno
Z każdego kąta wygląda ból
W pustym domu żyć mi wypadło
Przepraszam – chcę uciec stąd
KOLACJA ZE ŚNIADANIEM
Zaproś mnie na kolacje
Daj zostać na śniadanie
Bo przecież tak spragnieni
W marzeniach nespełnieni
Sobą onieśmieleni
A ja w zamian za to ?
Zapale dla Ciebie świece
W gorset wepnę różę
Namiętnością Cię otulę
Miłością nakrmię na dłużej
A Ty w zamian za to ?
Bogiem mym się staniesz
Na zawsze dasz spełnienie
Dasz sycić się przez lata
Kolacją i śniadaniem
LUSTRO
Zostawię sobie serce
Zatrzymam dusze
Zawładnę wszystkim co wiem
A co oddam?
To czego nie zaznałam
Czego nie dotknęłam
Co z tej drugiej
Nie mojej strony
RÓŻA I MAŁY KSIĄZE
I cóż Piękna Róża
Usychasz już
W tęsknocie
W oczekiwaniu
Niespełnieniu
I nikt Cię nie uchroni
Nikt nie utuli
Nikt nie zamknie w ciepłej dłoni
Jak wiarę, jak hostie
…
Twój Mały Książę nie przyjdzie
On tylko między stronami
Między wersami
On jest marą
On Snem
PODRÓŻ DO NIEBA
Opowiedzmy siebie słowem
Dotknijmy ciałem
Otulmy sercem
Wzbijmy się wysoko
Dla szczęścia
Do nieba
Zrzućmy kajdany
Rozerwijmy niemoc
Bo jesteśmy stęsknieni
Bo rozedrgani
Z tęsknoty siebie
Wysuszeni
Bądźmy dziś
Bo jutro niełaskawe
Jutro ból i cierpienie
Samotność i nicość
Bo jutro…
Tak blisko!!!
CHŁOPIEC BRĄZOWOOKI
Patrz!
Mały chłopiec spogląda na Ciebie
Brązowooki
Osamotniony
Walczący o dziś
Dlaczego?
Bo dziś jeszcze niewinny
Bo dziś…
A jutro???
Jutro stało się złem
Jutro zabolało
Za bardzo wdarło się
W jaźn i nie jaźń
W dzień i nie dzień
Noc i nie noc
Chłopca brązowooki
Powiedz!
marzysz?
myślisz?
pragniesz?
Chłopcze brązowooki?
Powiedz choć raz
PREZENT
W świętości
W ciszy
W uniesieniu chwilą
Odbieram mistykę zapisanego słowa
Muskam stęsknionymi wargami
Ogarniam zamglonym okiem
Nasycam się
Łaknę
Dotykam
PORT
Zacumuj w porcie moich marzeń
Rzuć kotwice na dziś, jutro
Na nie jeden zmierzch i świt
Choć nie na zawsze
Bo o to prosić nie mogę
Tyle portów kusi swym pięknem
Tyle przystani wszelakich czeka
By ukoić Twe nadszarpnięte skrzydła
A mój?
Stęskniony, spragniony, bezpieczny
Lecz pewnie nie po Twej drodze
DLA MAŁGOSI
Anioł to czy wiedźma
Muza czy przekleństwo
Bogini czy……
Ona prosi o szczęście
Ona prosi o prawdę
Ona prosi o miłość
Zimno…
Wszędzie zimno
I tylko szczeniacka wiara
Gna gdzieś do przodu
Przed siebie
Gna
A tu…
ZIMNO
MASKI
Nosimy maski na sercu
Na twarzy
Na szczęście nie na duszy
Chodź, zdejmijmy
Zagrajmy choć raz
Nagą prawdę
W tym naszym
Teatrze życia
ZABIERZ MNIE
Zabierz mnie
Tam gdzie bezpieczna przystań
Dla Ciebie, dla mnie
Tam gdzie wolność, gdzie marzenia
Stają się spełnieniem
Gdzie nikt nie będzie pytał
Dlaczego
Gdzie uwierzymy sobie i w siebie
Gdzie przestaniemy bać się i udawać
Tam, gdzie zegar będzie bił
Tylko dla nas
Zabierz
TEATRZE MÓJ
Teatrze mój
Graj we mnie graj
Daj być i trwać
Dawać i brać
Graj we mnie graj
Kochać i łajdaczyć
Nienawidzić i przebaczać
Graj we mnie graj
Bo jam Twoja żona
Kochanka zniewolona
Slużebnica uniżona
Tak więc…
Graj we mnie
GRAJ
KSIĘŻYCOWO
Wypalone słońce
Poszarpane ciało
Splamiona dusza
Kim jestem?
Pomiędzy
Świtem a zmierzchem
Marą a rąbkiem bieli
Myślą a brzegiem pucharu
Tęsknotą a pogardą
Kim?
Aniołem? Muzą? Saraswati?
Obłąkaniem? Szaleństwem? Ate?
A może chwilą
Której nikt nie dogoni
I tylko serce
Wiąż na mej dłoni
Błyszczy niezmiennie
Jak purpurowy zen
DROGA
Ruszam własną drogą
W przyszłość
Wiarę w SIEBIE
Bo jestem CZŁOWIEKIEM
Wiarę w Słońce
Pogodzona z ciałem
Duszą
Słabością i siłą
Dniem i nocą
Z uniesioną głową
Ze spełnieniem dobra
Z ogromem pomocnej dłoni
Z wielością uśmiechu
RUSZAM
Bez szyderców, kpiarzy
Przegranych
Upadłych i osaczonych
Bez Nich
Bo nie po drodze już
GĄBKA
Pływała po morzu
Miękka, ciepła, miła
Ktoś do ucha opowiadał
Żalił się jej
A ona nasiąkała
Rok… dwa…trzy
Stresem
Bólem
Wykorzystywaniem
Niedoskonałością ciała
I czarną dziurą też
Wchłaniała
Nabierała
Mokła do łez
Aż z ciężaru życia
ZATONĘŁA
EGO-ISTKA
Z uśmiechem na twarzy
Z sercem na dłoni
Z wiarą w człowieka
Szła przez życie Ego-Istka
Oddała niewinność
Białemu Bzu
Emocje
Fioletowemu Łubinowi
Dusze
Czerwonemu Tulipanowi
Nie myśląc o swym Ego
Głupia Istka nie egoistka
Została w końcu sama
ZAPACH
W nicości chwili
W bezkresie nocy
Gubię czasami swą twarz
Siebie
Piękną, wrażliwą, zmysłową
Ciepłą
Kto wtedy przy mnie
Z zapachem skroni
Powiewem myśli
Bezkresem oczu
By wyrwać
Z objęć czarnego władcy
Barbarzyńcy ludzkiego istnienia
Powrócić do żywych
Kto?
DOM
Gdy pozwolisz Panie
Zbudować dom
Dom pełen słońca
Postawie w nim
Mnóstwo kwiatów
Na półkach poukładam
Tylko radosne chwile
I magiczne wspomnienia
W oknach zawieszę
Nadzieję, uśmiech i marzenia
Usiądę na podłodze
Pogłaszcze kota
I będę czekała na
Strudzonego wędrowca
GRA W KOŚCI
Kości zostały rzucone
Jeden- Cieszę się ze jesteś
Dwa- Potrzebuje Twej pomocy
Trzy- Mam zły dzień
Cztery- Dziś nie ma mnie dla Ciebie
Pięć- Powiedziałaś za dużo, dosyć
Sześć- Chciałam tylko rozmawiać
On- wyrzucił pięć
Ona- sześć
W tej grze
Grze o słowo
Przegrali obydwoje
Ona i On
A nie chcieli spłoszyć chwili
Porozrzucane zostały kości
Ona- pozbierała z pietyzmem
Obmyła myśli
Zapaliła świece
Nakryła do stołu
Ubrała odświętną suknię
I czekała
A On?…
RZEKA
Rzeko, wierna rzeko
Przyjaciółko ma
Zabrałaś już wszystkie me łzy
Osuszyłaś ciało, tęsknoty
Czego jeszcze pragniesz, oczekujesz
Falo, ciepła falo
Przeszyłaś mą duszę
Dotarłaś do najskrytszych zakamarków
Daj więc schronienie przed dziś, jutro
Przygarnij, ucisz , ukołysz
Popłyńmy razem w świat
Szczęścia, miłości, spełnienia
Bez bólu, słabości i ciszy która zabija
Bez wspomnień, żalu i myśli
W bezkres
TAK MAŁO
Tak mało o Sobie i Tobie wiem
A myślałam ze wszystko
Tak mało znam
A sądziłam że bardzo
Zamykamy swój świat, swe drogi
W milionach poplątanych myśli, marzeń, pragnień
Niespełnionych nadziei, nieuleczonych ran, tęsknot
Zawaluowani, otuleni mgłą swego wewnętrznego ja
Powleczeni w skorupę chcenia i niechcenia
Prawdy i fałszu, wiary i niewiary
Przelewamy się przez życie
Jak fatamorgana wydarta z pościeli
NAMAZANI
Namazani sobą, oddechem, myślą
Czy potrafią kiedyś inaczej?
Co więc gdy przyjdzie czas?
Gdzie i kiedy?
Namazani, naznaczeni
Gdy nie dla siebie choć tego potrzebują
Gdy nie dla siebie choć nie potrzebują nic
Dla kogo, gdy będzie potrzebował
Dla kogo, gdy nie będzie potrzebował nic
Namazani, naznaczeni
Z makiem na życia łące
Z kosmiczną wibracją
Z jedną duszą
Wyruszą w daleki czas
Namazani, naznaczeni
By może znów po tamtej stronie
Po tamtej stronie może znów
POWRÓCIĆ
JAŁMUŻNA
Nie proś o jałmużnę słów
O daninę myśli
Nie bądź żebrakiem
Bo Cię poniżą
Zniszczą, zdeptają
Obedrą z godności i czci
Rozszarpią Ci wnętrze
Zostaniesz naga
Ze wstydem, poniżeniem
Z podziurawioną duszą
Z pustką
Sama
TANGO
Wystarczy Proszę Pana
Nie ze mną już
Kolejne tango zatańczę sama
Nie proszę o nic
W mym głosie
Nie ma wibracji
W myślach
Nie ma osaczenia
Przepraszam Proszę Pana
Maestro! Graj!
A ja zatańczę, zatańczę
Do utraty tchu
Do extazy
I tak…
Do rana
zaKAZANE
Stąpamy po ścieżkach życia
Po chwilach, myślach, wspomnieniach
Po ogrodzie pełnym marzeń
A w nim
ZAKAZANE
Bo nie dla Ciebie
Nie ten czas
Bo nie ten ogród
TAK WIĘC
Gdzie moja łąka
Miejsce na ziemi
Prawdziwe spełnienie
Gdzie spokój
GDZIE
Nie każcie mi proszę
Iść przez życie bez siebie
Bez szczęścia, bez wiary
NIE KAŻCIE
Po drogi kres
Po horyzont
LITANIA
I oto stoi z tęsknotą w oczach , przed Twym obliczem , służebnica Twa
Z litanią w duszy, z pragnieniem w zmysłach, w marzeniach i snach
Wołając
Naucz mnie PANI nie niszczyć ciszy
nie budzić licha, nie płoszyć dnia
By czuć smak życia , by zawsze trwać
Naucz mnie…NAUCZ
Pozwól mi proszę iść tam gdzie piękno
tam gdzie spełnienie, wierności smak
w czystej extazie, w ulotnej chwili, w jasności tak
Pozwól mi POZWÓL
Zostaw mi proszę te stany magiczne
myśli w bezkresie w świętości słów
Oddech, powietrze, łąkę nadziei
w tych nowych, odrodzonych dniach
ZOSTAW
Zabierz, jak możesz, sprzed mego progu
czerwonej dziwki obrzydły smak
stany nicości, stany zwątpienia
ZABIERZ
Lecz jeśli uznasz, żem słaba jak mgła
żem żebrak, żem grzeszna , nikczemna i zła
Daj siły wyrwać ze szponów szatana
karła, szydercy, oprawcy i kata
O…PANI
UKŁAD MENDELEJEWA
Przezroczystość i klarowność
Piękno i czerwień
Fluory, endoxy, adrimedy,
Ciche zabijanie
Pozorny spokój, tylko galopada myśli
I niby wszystko jest dobrze
Niby nic złego
A jednak
Na wieszaku, z kroplą życia
Mała Lalka z barwnym wnętrzem
Pełna wiary w dziś i jutro
W oczach mgła
W oczach….
A ta czerwień w świetlistej drodze?
Jakiej głupia Ty drodze?
W drodze do…
Kpisz chyba
By jak mak na życia łące
By zmysłowo
Blisko
Ciepło
Tam w oddali
Roześmiany tłum
Szczęśliwych marionetek
Do granic nieskończoności
Ona liżąc rany
Uśmiecha się
NIEPEWNOŚĆ
Świat rzeczywisty miesza się z nierzeczywistym
Dookoła tyle skojarzeń… obrazów…
które tak mocno wabią jaźń
A zwłaszcza SYMBOLI, utkwionych w świadomości i pod..
W duszy, ciele, zmysłach, umyśle
Niby tak bliskich, widzianych oczyma niedawnych
wspomnień…marzeń…wyobraźni
Chciałoby się rzec, w zasięgu mej ciepłej, mocno wyciągniętej kobiecej dłoni
Dotykam…muskam gorącymi, choć osuszonymi życiem ustami
prosząc nawilż, daj łyk wody życia
Pieszczę w extazie, szczęściu, uniesieniu
A jednak…
NIEPEWNOŚĆ
I zimny chłód myśli
To na pewno nie TU, to na pewno TAM
TAK, na pewno, na pewno
A JA??? Tak mało już…..tak mało. Wiem to
Tak więc
NIEPEWNOŚĆ
ZMYSŁOWE PŁATKI RÓŻ
Ten unoszący się zapach
te misterne ogniki świec
to otulające mnie ciepło wody, te platki…
Te mysli,…tak … mysli
marzenia…tęsknoty.pragnienia
A przeciez to nic nadzwyczajnego
Ktoś powie
Głupia- to zwykła kąpiel
A jednak… tak bardzo chcę
w zwykłości czuć niezwykłość
w normalności, cudną nienormalność
w codzienności, niecodzienność
przeciętności nieprzeciętność
tak bardzo…bardzo…bardzo
Ehhh chyba woda wystygła
czas wracać do rzeczywistości
Szarej rzeczywistości
OVERTURE BY MUSE
Ujrzałam smutne oczy
A Overture by Muse
Brzmi
Kim jesteśmy?
Gdzie jesteśmy?
Kiedy jesteśmy?
Dlaczego jesteśmy?
A TY?
Nie potrafisz
Ani wybaczyć
Ani zapomnieć
Xxx
Kiedy wczorajszej nocy
Orfeusz- Bóg marzeń sennych
Nie chciał utulić mnie do snu
Zrozumiałam że
Tak bardzo mi żal
Zamkniętego w kryształowej szkatule
Niewidzialnego atramentu
Tak tęsknię do szalonej Onej
Stworzonej w Twej wyobraźni
Tak mi brak
Pudełka nicości
Pewnie zgubiłeś doń kluczyk
Bądź w przypływie żalu lub rozpaczy
Roztrzaskałeś na kawałki
A może utopiłeś w morzu łez
Pozwól odnaleźć
Będę czekała
Może warto
Xxx
Kukła
Stara lalka
Rzucona w kąt
Brzydka
Nikomu nie potrzebna
Dla niej
Nie ma już miejsca
Na miłość
Ani na scenie
Ani w życiu
Xxx
Duszo moja
Targana emocją
I namiętnością chwili
Spoufaliłaś się
Z królową nocy
A co mój Anioł na to?
Odwrócił głowę
I milczy
Xxx
Powiedz
Kim jestem?
Wiem
Czasem Ofelią
Czasem Gają
Czasem…
A może to
Nie ten czas
Nie to miejsce
Nie to spotkanie
Czekam więc
Na następny
Dzień
TEATR
Teatr to
Przestrzeń, zmysły, światło
Teatr to JA
A kiedy już nie będzie mnie?
Zostanie tylko
TEATR DUSZ
STRACH
Porozrzucałam
Klocki swojego życia
Rozburzyłam wszystko
I…cisza
I…ból
I…niepewność
I…strach
A sen
Jest chyba
Nie z mojej bajki
GDYBY TAK
A gdyby tak zobaczyć coś
Czego nie widać
Usłyszeć coś czego nie słychać
Dotknąć czegoś niewyczuwalnego
A gdyby tak
Poruszyć morza i lądy
Otworzyć serca i umysły
A gdyby
Eh…
Gdyby tak
JESTEM
Jestem jak mgła
Jestem jak sen
Jestem jak marzenia
Jestem jak wspomnienie
Ale czy na pewno
JESTEM?



